Artyści z budynku Atelierhaus Postost w dzielnicy Friedrichshain są już prawie spakowani, piwnica i górne piętra opustoszały. Do końca sierpnia muszą opuścić swoje pracownie, w których pracują od 13 lat. Na razie nie wiadomo, czy będą mogli do nich wrócić i kiedy.

13835497_10209743237168421_1010431242_o

Atelierhaus z zewnątrz nie kojarzy się ze sztuką. Kiedyś należał do poczty, dziś właścicielem jest spółka prywatna. Jednym z ich wspólników jest Udo Schlomer, założyciel Faktory Berlin, firmy która wynajmie i przebuduje stary budynek. Faktory to łącznik założycieli start-uperów z tradycyjną gospodarką i już teraz największy start-up campus na terenie Niemiec. Udo Schloemer marzy się europejskie Silicon Valley w atrakcyjnej lokalizacji. Niestety większość z nich była lub jest jeszcze zajęta, a polityka ekspansji zmusza dotychczasowych lokatorów do ich opuszczenia i zarazem niszczy istniejące już struktury dzielnic niemieckiej stolicy. Tak do niedawna brzmiała krytyka pod adresem Factory Berlin ze strony polityków odpowiedzialnych za rozwój miasta.

Tym razem chcą pokazać, że gentryfikacja może wyglądać inaczej niż do tej pory. — Zależy nam na tym aby artyści mogli tu pozostać i wspólnie mamy nadzieję, że uda nam się opracować odpowiedni kompromis – zapewnia Rebecca Krum z Factory Berlin. Za pośrednictwem bbk (związek zawodowy artystów Berlina) powstał pomysł opracowania wspólnego projektu rozbudowy budynku, tak aby artyści mogli do niego powrócić i współdziałać z tak zwanymi new creatives z Factory Berlin.

Projekt ten finansuje berliński senat. Dopiero po jego pozytywnym rozpatrzeniu senat może przyznać odpowiednie środki na rozbudowę. Na dachu budynku mają powstać kolejne piętra, których koszty wynajmu byłyby niższe od tych, na jakie stać Factory.

Większość artystów nie jest w stanie utrzymać się z tego, w czym są najlepsi. Równocześnie sztuka jest wizytówką Berlina. Dotarło to nawet do świadomości urzędników miasta, dlatego ich wspierają – w miarę możliwości i ograniczeń budżetu. Dla artystów najważniejszą instytucją i zarazem pośrednikiem jest bkk. Organizacja istnieje od 1993 r. i dba o to, aby władze miasta zapewniły im pracownie po przystępnych cenach. Reaguje w ten sposób na gwałtownie rosnące koszty wynajmu, wyznacznik gentryfikacji. – Nie powinno być tak, że w mieście za sukces uważane jest tylko to, co służy systemowi ekonomicznemu. Społeczeństwu niezbędni są też ludzie żyjący inaczej. Do tej grupy zaliczam artystów, a takie miasto jak Berlin ich właśnie potrzebuje – tłumaczy Alke Brinkmann z bbk.

13843602_10209743237368426_1671005895_o

Artyści z Atelierhaus Postost mówią o sobie, że są dobrze zorganizowani i że nie chcieli się tak łatwo poddać. Szukali rozwiązań i wymiany z artystami z innych pracowni, między innymi za pomocą AbBA, prywatnej inicjatywy, do której należą wraz z ponad 500 innymi artystami.

– Napotkaliśmy na rzadką solidarność wśród artystów. Tam dowiedzieliśmy się o istniejących możliwościach, potem głównie pomógł nam Florian Schmidt, przedstawiciel miasta z bbk –  opowiada Ole Voss, artysta z Atelierhaus. – Nie wiemy jak długo potrwa cały proces i jaki będzie końcowy kształt kompromisu, który uda nam się wynegocjować. Z pewnością obawy istnieją po obu stronach, ale to raczej normalne. Wierzę w to, że przez bezpośrednią wymianę będziemy mogli się wzajemnie od siebie uczyć.

Adam Modest Zapert

13681874_10209743317170421_1407992310_o